Choć teoretycznie cyborgi nie mogą mieć dzieci, „Terminatorowi” Jamesa Camerona udało się spłodzić we Włoszech pokaźną grupkę filmowych bękartów – niskobudżetowych podróbek, które za sprawą swoich stwórców błąkały się po najniższych półkach europejskich wypożyczalni, licząc, że ktoś pomyli je ze słynnym filmem o umięśnionym cyborgu. Jednym z nich był właśnie „Cy Warrior”.
Nakręcony przez Giannetta de Rossiego – cenionego speca od efektów specjalnych i makijażu, ale koszmarnego reżysera – „Cy Warrior” opowiada o robocie zaprojektowanym przez amerykańskie wojsko do walki z nieprzyjacielem, który przez przypadek wydostaje się na wolność. De Rossi pożycza nie tylko od Camerona, ale też z „E. T.” Spielberga, a wcielający się w tytułową rolę Frank Zagarino w cyborgowym makijażu wygląda bardziej jak zapomniane wcielenie Davida Bowiego niż Arnold Schwarzenegger. W efekcie „Cy Warrior” jest kuriozalną i przezabawną podróbką, której nie wolno przegapić!


